Muzyczne Podróże Druha Sławka: „Jestem obywatelem świata"

Ewelina Lis, Mateusz Łapot, Joanna Łukaszewska | Utworzono: 26.01.2024, 20:04 | Zmodyfikowano: 26.01.2024, 20:06
A|A|A

fot. archiwum prywatne Druha Sławka

Wyjechałem z Polski w 1978 roku, a do Australii dwa lata później. Muzyczna podróż zaczęła się jednak wcześniej. Jestem z Opola, wiadomo, Festiwal, więc Opole żyło muzyką - tydzień lub dwa. 

W domu było „Bambino". Mama miała płyty. To mogła być końcówka lat 50., kiedy moi rodzice poszli na Sylwestra, zostawili mnie w domu, i oglądałem w czarno-białym telewizorze koncert Niny Simone. Potem to była jedna z moich ulubionych gwiazd. Innym razem, również w Sylwestra, w telewizji puszczali brytyjski program, gdzie wszystko było we mgle. Byli tam Rolling Stonesi, Animalsi - wszystkie gwiazdy brytyjskiego rocka.

Czy od popu i rocka się zaczęło?

Ludzie, którzy mieli płyty w Opolu, znali się. Nawzajem się je pożyczało, ale musiałeś mieć dobre notowania, żeby ci pożyczali. Oprócz tego, co miałem w domu, w swojej kolekcji płytowej, czyli parenaście płyt, to słyszałem wszystko, co było w Opolu, bo mi ludzie akurat pożyczali. Miałem zeszyt A4 i w tym zeszycie spisywałem każdą płytę, która przechodziła przez moje ręce.

Bardzo często urywałem się ze szkoły, szedłem na wylotówkę z Opola, łapałem autostop, żeby stanąć przed antykwariatem w Rynku we Wrocławiu, chyba istnieje do dzisiaj, ale wygląda zupełnie inaczej. Tam leżały płyty, nie jakoś strasznie dużo - może trzy-cztery, np. Rolling Stonesi. Niektóre kosztowały tyle, co pensja miesięczna. Przyjeżdżałem, żeby sobie postać, popatrzeć na te płyty, zaabsorbować, potem łapałem autostop i wracałem do domu, jakbym przychodził ze szkoły...

Pierwszy raz wyjechałem z Polski, jak miałem 15 lat, w 1969 roku. Pojechałem do Szwecji. Rok później, kiedy dostałem zaproszenie, żeby pojechać do Danii, to rodzice już mi nie pozwolili. Wyjazd do Szwecji tak mi zaszkodził, że oni nie byli gotowi już mnie nigdzie wypuszczać. 

Co to znaczy „zaszkodził"...?:)

- Co wiedziałeś o Australii, lecąc tam?

- Że jest?

Ahoj Przygodo.

Czerwiec 80'.

W Australii byłem tłumaczem.

To było w samym centrum Sydney. Zaprzyjaźniłem się z Angolem, Januarym. Siedzieliśmy biurko w biurko. Był całkowicie otwartym gejem, jak dużo ludzi w tym czasie, nawet szef departamentu, w którym pracowałem też był gejem. Sydney stawało się może pierwszą, a na pewno drugą światową stolicą, jeśli chodzi o gejów. Wtedy pojawiły się parady, na które schodziło się całe Sydney, bo to było jedyne, kolorowe wydarzenie w ponurym, w tym czasie mieście...

January już wtedy miał ogromną kolekcję płyt, parę tysięcy, ja miałem może dwie. I codziennie spędzaliśmy każdy lunch chodząc do sklepów płytowych - trochę z buta, trochę nie. Były trzy sklepy, do których chodziłem - jeden miał czarną muzykę, drugi eksperymentalną, a ostatni - różne inne rzeczy. Wracaliśmy - on przynosił całą naręcz, ja też. Patrzyłem z pogardą na jego płyty, bo on kupował reggae, afrobeat, trochę elektroniki, a ja właściwie rap.

Co to było?

Wszystko, co było można kupić. Co przychodziło do Sydney. Czasami bez słuchania. To były lata 80., rap dopiero się rozkręcał...

Sugarhill Gang to była przełomowa dla ciebie grupa? W kontekście Australii?

Nie sądzę. Rapper's Delight było przebojem na całym świecie i się wydarzyło zanim przyjechałem.

Tam usłyszałeś to po raz pierwszy?

Nie, w Berlinie.

Jak byłem w Sydney to kupiłem "12-tkę", może potem album. Potoczyło się to lawinowo. Bardzo modne było elektro, które było wczesną formą rapu, zanim prawdziwy rap się pokazał. Mam takie płyty elektro, że głowa mała, bo ja to wszystko kupowałem.

Nie lubisz określenia legenda. Legenda rapu. Legenda, która wychowała pokolenia.

Nie wiem. Legenda? Tak mówi się o zmarłych. Wiem, że miałem audycję, dużo ludzi jej słuchało. Wiem, że w pierwszym czy drugim tygodniu byli tacy, którzy nagrywali je na kasety.

Byłem tak samo napalony i tak samo dla mnie było frajdą to robić, jak dla ludzi, którzy tego słuchali.

Gdyby była taka audycja w jakimkolwiek radiu, to ja bym się do radia nie pchał, tylko słuchał. Ale wiedząc, że mam płyty, których w Polsce nikt, nigdy nie słyszał i nikt ich nie usłyszy, jeśli ja ich nie zagram w radiu, to mnie to napędzało.

Wiele razy to powtarzałem: audycję w radiu robię dla siebie. Mnie nie interesuje to, czego ludzie chcą słuchać. Jak ja jestem zadowolony z audycji, to spoko, jak czasami ktoś do mnie zadzwoni i zapyta, co leciało o 22.30, to jest jeszcze lepiej.

Parę takich momentów miałem, w klubie jakimś, na koncercie, podchodzi koleś i pyta: "Ty jesteś Druh Sławek?" Tak. "Nie chcę przeszkadzać, ale chciałem tylko powiedzieć, że zmieniłeś moje życie". Odchodzi. A ja nie wiem, co powiedzieć. To mi zupełnie wystarcza.

Stany Zjednoczone. Poleciałeś.

Dolar był po 2 złote.

Opłacało się.

Pewnie. Przywiozłem telefon, ciuchy, elektronikę.

Ale pojechałeś po muzyczną podróż.

Pierwsza wycieczka była do Nowego Jorku. Nigdy nie byłem na Statule Wolności, byłem tylko w sklepach z płytami.

Na marginesie: polecieliśmy do Paryża i wiem jak wygląda Wieża Eiffla z pocztówek, ale czas spędziłem w trochę szemranej dzielnicy, łażąc tylko i wyłącznie po sklepach płytowych. Przywiozłem mnóstwo płyt z Paryża.

Moje podróże turystyczne są bardzo monotonne.

Wracasz z płytami.

Nie da się tego uniknąć. 

Byłem w Los Angeles, w sklepie, o którym się mówiło czy mówi, że to największy sklep płytowy na świecie - Ameba Music. Kilkudziesięciometrowa hala i same płyty. Płyty, płyty, płyty. 

Spędziłem tam 20 minut i wyszedłem. Jednej płyty sobie nie kupię, a 500..., to nie mam tylu pieniędzy, a co najmniej 500 bym znalazł, które bym chciał, więc obróciłem się na pięcie i wyszedłem. Nic nie kupiłem. Kupiłem trochę w małym sklepiku, który miał może 120 płyt na półkach.

Zrobiłam Ci zdjęcie z nutką, a za nutką, drobiazgiem, stoi historia.

Był koleś, siedział na ulicy w Los Angeles, miał karton, drut, ludzie podchodzili, mówili, co chcą i on robił na poczekaniu - różne figurki, zwierzątka. Ja zawsze się czuję niesprawiedliwie uprzywilejowany, kiedy spotykam ludzi pod sklepem, na parkingu, na ulicy, którzy mają gorzej ode mnie, zawsze tak miałem.
Tu było coś za coś. Powiedziałem, żeby zrobił mi nutkę, jak na pięciolinii. Wziął chyba z "dychę".

Ten dom wypełniony jest pamiątkami - tętni Australią, Stanami, Warszawą. U góry jest mózg domu. Centrum Dowodzenia. Masz około 16 tysięcy płyt. Dużo czasu tam spędzasz?

Za dużo.

Gdzie chcielibyście wyjechać?

Mieliśmy się przeprowadzić na Madagaskar, ale z tego nic nie wyszło, potem mieliśmy przeprowadzić się do Wietnamu, ale z tego też nic nie wyszło.

Myśleliśmy o Azji, bo lubię kuchnię azjatycką.

Australia jest oczywista. Mam paszport australijski, siadam, lecę. Ale wolałabym polecieć, gdzieś, gdzie nie byłem.

Ja się czuję obywatelem świata. Mnie jest wszędzie dobrze.

Nie mam tak, że muszę stąd wyjechać. Tu jest mi dobrze. Ale jak się pojawi okazja...

Pewnie, ciężko będzie mi się nauczyć azjatyckiego języka, ale do kraju anglojęzycznego czy niemieckojęzycznego, to mogę się przeprowadzić nawet jutro.

Posłuchaj całej rozmowy z Druhem Sławkiem:

REKLAMA

To może Cię zainteresować