Podróże z Radiem RAM: Jak wysłać jachty na Titicaca? Historia rejsu po jeziorze, gdzie narodziło się słońce

Ewelina Lis | Utworzono: 30.05.2026, 10:42 | Zmodyfikowano: 30.05.2026, 10:44
A|A|A

fot. archiwum prywatne/ Henryk Mamica-Hüsken

Wyprawa została wyróżniona podczas Kolosów w kategorii żeglarstwo za „oryginalność pomysłu, perfekcyjne przygotowanie logistyczne oraz realizację rejsu w ekstremalnych warunkach wysokogórskich. "Pływaliśmy" po jeziorze, które według legend Inków było miejscem narodzin Słońca.

POSŁUCHAJ:

Projekt Selma Dinghy to żeglowanie po tych jeziorach świata, gdzie albo jeszcze nikt nigdy nie żeglował albo gdzie żeglarstwo praktycznie nie istnieje. To również odkrywanie odległych i trudno dostępnych miejsc. Uczestnicy wyprawy wykorzystują jachty pompowane, specjalnie zmodyfikowane pod kątem wypraw w odległe zakątki świata i gotowe przetrwać trudne warunki. 

Titicaca uznawane jest za największe wysokogórskie jezioro świata i najwyżej położone żeglowne jezioro świata. Położone jest na 3812 m n.p.m., a jego pow. wynosi 8372 km2 (długość 190 km). Jest to również największe jezioro Ameryki Południowej. Znajduje się na płaskowyżu Altiplano i otoczone jest Kordylierą Andów (sięgających ponad 6400 m n.p.m.). Panuje tam klimat wysokogórsko – subtropikalny. Pogoda, wiatry i opady definiowane są głównie przez lokalną cyrkulację, ukształtowanie terenu, wysokość i położenie wśród gór.

W przeszłości lokalni mieszkańcy budowali łodzie żaglowe. Były to konstrukcje z trzciny totora lub z drewna. Obecnie od kilkudziesięciu lat łodzie żaglowe zostały zastąpione łodziami motorowymi. Żeglowanie na wysokości prawie 4 tys. m n.p.m. wymaga przejścia aklimatyzacji. Dlatego do Peru ekipa z gościem Podróży Radia RAM w składzie poleciała wcześniej, cztery dni śpiąc na wysokościach 2900, 3300, 3500 i 3800 metrów oraz zdobywając wzniesienia do 4400 metrów. Dopiero piątego dnia rozpoczęli rejs będąc w pełni zaadoptowanymi do wysokości. W trakcie aklimatyzacji dotarli do mostu Q'eswachaka. Jest to ostatni zachowany tradycyjny wiszący most z epoki Inków, który jest co roku odnawiany przez lokalne społeczności Indian.

Członkowie obu załóg brali już wcześniej udział w wyprawach żeglarskich na Antarktydę. Artur – leader i organizator, ma spore doświadczenie w żeglowaniu w trudnych warunkach zdobyte podczas rejsów polarnych i regat morskich. Wyzwaniem tego projektu była natomiast umiejętność przetrwania ewentualnych ciężkich warunków na bardzo małym i niestabilnym, pompowanym jachcie. Wyprawa w Peru i Boliwii trwała 3 tygodnie, sam rejs dwanaście dni, natomiast przygotowania zaczęły się już rok wcześniej. Rejs poprzedziły treningi w silnowiatrowych warunkach na Zalewie Szczecińskim i Wiślanym. Sprawdzane były wszystkie możliwe warianty awaryjne: człowiek za burtą, wywrotka jachtu, holowanie, stawanie w dryf, użycie dryfkotwy, awarie masztu, żeglowanie w nocy, pierwsza pomoc.

Dinghy to pompowana żaglówka o długości kadłuba 3,75 metra (dł. całkowita ok 5m). Jest pakowany w dwóch częściach i transportowany samolotem jako standardowy bagaż. Jacht przeszedł szereg modyfikacji by móc spełnić wymogi wyprawy. Posiada 5-segmentowy maszt z takielunkiem z lin dyneema (2 pary want i ruchome baksztagi), bukszpryt, grot z 2 refami, dwa foki i genaker. Plan zakładał zachowanie stuprocentowej samowystarczalności podczas rejsu. 

Ekipa przepłynęła łącznie 147 mil morskich. Zaczęła w północno zachodniej części jeziora niedaleko Puno. W pierwszej części rejsu odwiedziła m.in. wyspy Amantani i Taquile, na których mieszkają Indianie Quechua. Następnie pożeglowała na południe. Piątego dnia pojawił się wiatr o sile 5B i fale o wysokości 1,5 metra. Po całodniowej halsówce żeglarze wylądowali na opuszczonym, podmokłym brzegu jeziora. Kolejne dni to żegluga w stronę ośnieżonych szczytów Kordyliery Królewskiej i przepłynięcie do boliwijskiej części Titicaca. Uczestnicy przypłynęli na Wyspę Słońca, gdzie jak w prawie każdym odwiedzanym miejscu stali się wyjątkową atrakcją dla lokalnej społeczności. Potem nastąpił najdłuższy etap rejsu. Prawie 12 godzin płynięcia non-stop i pokonanie 35 mil morskich prawie cały czas płynąc na genakerze. Udało się przejść Cieśninę Tiquina, która łączy duże jezioro Titicaca z jego mniejszą odnogą – Wiñaymarca. Na wyspie Suriqui w Boliwii byli specjalnymi gośćmi podczas obchodów Fiesta de la Totora. Miejsce to słynie z konstruktorów łodzi drewnianych i z trzciny Totora. 

 

 

REKLAMA
Dźwięki
Jak zmieścić dwa jachty w dziewięciu walizkach i wysłać je samolotem na drugi koniec świata? Wrocławianin Artur Skrzyszowski opowiedział o żeglowaniu po jeziorze Titicaca.

To może Cię zainteresować