Złota dziesiątka 2025 według Mateusza Łapota

fot. fotos z filmu „Jedna bitwa po drugiej”
1. „Jedna bitwa po drugiej”, reż. Paul Thomas Anderson
Czy da się opowiadać o współczesnych wojnach kulturowych bez banału? Wiele filmów, które choć delikatnie porusza temat polityki, poległo. Płytkie naśmiewanie się z jednej strony albo zapętlenie w symetryzowaniu ostatecznie nie mówi nam nic nowego, a służy tylko złapaniu nas w pułapkę kontrowersji. Nie ulega temu Paul Thomas Anderson.
Przez niezwykle skrzętnie złożone postacie opowiada o niekończącym się starciu między progresywizmem a tradycją. Adaptacja powieści o latach 60. w Stanach Zjednoczonych sprawdza się także w tych czasach, bo wciąż walczymy o te same idee. Reżyser zabiera nas w niezwykłą przejażdżkę po aktorskich wzgórzach z szaloną ścieżką dźwiękową. Tworząc niezwykłą wizualnie opowieść rzuca nas na pierwszy front tylko po to, żeby na końcu zadać nam pytanie - co jest dla nas tak naprawdę ważne w niekończończącej się spirali nienawiści?
Gdy tylko będziecie gotowi na jazdę bez trzymanki, „Viva la revolucion!” wybrzmiewa na HBO MAX.
2. „Sny o miłości”, reż. Dag Johan Haugerud
Kino, które łączy się z literaturą. Rzadko kiedy to się udaje, ale reżyser tak dobrze znający się na słowie pisanym, wie co może wywołać spisanie prawdziwych myśli i sprawnie wplata książkową narratorkę w tkankę filmu. Tym samym dostajemy poetycką historię o miłości z postaciami niczym z wielowątkowej powieści.
„Sny o miłości” pokazują nie tylko zakochanie. To pierwsza zadurzenie, przypadkowe spotkanie dłoni i dla widza nostalgiczny powrót do swoich przeżyć. Mimo, że przedstawiają relację społecznie zakazaną, robi to bez sensacji. Przy ciepłej herbacie szczerze otwierają się przed nami bohaterowie, którzy nie mają w sobie nic z fikcji. Siedząc pod bezpiecznym, miękkim kocem, tym samym i my jesteśmy w stanie pozwolić sobie na szczerość oraz dotknięcie najbliższych sercu emocji.
W nostalgiczną podróż przez młodość i piękne Oslo zabierze was wkrótce VOD Nowe Horyzonty.
3. „Po polowaniu”, reż. Luca Guadagnino
Reżyser „Challengers”, „Suspirii” czy „Tamtych dni, tamtych nocy” non-stop zaskakuje siebie i nas nowymi pomysłami na kino. Tym razem serwuje nam temat bardzo polaryzujący - komentarz rzeczywistości po #metoo. Nie mówi nam jednak z ambony, która ze stron ma rację. Bawi mnie, że o filmie mówi się zarówno woke i anty-woke.
„Po polowaniu” to nie tylko akademicka debata. Prawdziwe napięcie tworzy się nie poprzez rzucanie tezami wielkich filozofów, a dzięki temu, co tak naprawdę bohaterowie skrywają pod intelektualną maską. Oprócz satyry na środowisko, to wytknięcie nam palcem, jak bardzo możemy oszukiwać nie tylko innych, ale i samych siebie.
Film można zobaczyć na a̶u̶l̶i̶ Prime Video.
4. „Blue Moon”, reż. Richard Linklater
Nikt tak pięknie nie mówi o miłości, tak jak ty, Panie Linklater. Takie przynajmniej miałem wrażenie po serii „Before...”, która pokazuje całe spektrum relacji - te piękne chwile i wywołujące łzy. Tym razem udało mu się przewieźć mnie przez całą rozciągłość emocji w ciągu jednego wieczora, a nie trzech filmów.
Kilka godzin w barze z Lorenzem Hartem nie nudzi się ani przez chwilę przez charyzmę, tempo dialogów i niejednoznaczność postaci granej przez Ethana Hawka. Pisarz, który podrywa o wiele lat młodszą dziewczynę, to śliski typ, cwaniaczek, któremu nie można odmówić uroku. Nadrabianie miną kończy się, gdy na scenę wchodzą osoby, na których mu zależy, choć od zawsze trudno mu to było szczerze przyznać. Nie dość, że na brawa zasługuje kunszt aktorski całej trójki (w obsadzie dodatkowo Andrew Scott i Margarety Qualley), to aplauz na stojąco za tak szybkie złamanie mi serca.
Na imprezę po premierze musicalu „Oklahoma!” przeniesiecie się za sprawą wielu platform VOD.
5. „Sirât”, reż. Oliver Laxe
Oprócz nagrody w Cannes i wyróżnień w wielu podsumowaniach, „Sirât” powinien dostać statuetkę za najmocniejsze doświadczenie kinowe 2025 roku. Dodatkowo, wnioskuję o tytuł „film, który najtrudniej się recenzowało”.
Czym mniej wiecie o majstersztyku Olivera Laxe, tym więcej przeżyjecie w czasie seansu. Zanurzcie się w klimacie marokańskiej pustyni. Gdy będziecie w transie, pochłonięci przez rave na pustkowiu, ojciec z synem będą poszukiwać młodej dziewczyny. Wyruszycie w tą podróż z nimi, ale ostrzegam - wcześniej zapnijcie pasy.
Piasek po horyzont oraz rytmiczne dźwięki z głośnika tylko na VOD Nowe Horyzonty.
6. „The Brutalist”, reż. Brady Corbet
Gdy do kin trafił „Oppenheimer”, zastanawiałem się, czy można jeszcze robić kino epickie bez kiczowatego patosu. Byłem coraz bliżej tezy, że opowieści na wielkie tematy muszą zawierać w sobie komedię (najlepszy przykład: „Życie jest piękne”) albo stosować inne triki, żeby mówić nie wprost i ukryć narrację pod metaforą. Potem wyszedł Brutalista.
Kino, które nie boi się mierzyć wysoko. Porusza temat artysty, perfekcjonizmu czy migracji bez uproszczeń. Przygniata złożonością postaci, motywów, a także ogłusza nas skalą. Ale najbardziej chyba zachwyciło mnie przekładaniem stylu architektonicznego na tkankę filmową. Sposób kręcenia, ścieżka dźwiękowa oraz surowość sprawiają, że naprawdę stoimy w cieniu betonowego kolosa.
Monumentalny film dostępny w abonamencie SkyShowtime lub na wielu platformach VOD.
7. „Grand Tour”, reż Miguel Gomes
Wyobraźcie sobie, że czytacie książkę. Na dwóch stronach opisana jest anegdotka o mężczyźnie, który przez całą Azję ucieka przed swoją narzeczoną. Sami jesteście zaręczeni, więc postanawiacie też wybrać się w podróż przez kontynent. Robicie z tego film. W pół dokument, w pół fabułę inscenizowaną w studiu. Nazywacie się Miguel Gomes.
Nagroda w Cannes za reżyserię nie przytrafiła się Portugalczykowi bez przyczyny. Choć niektórych przyciągnie sam absurd historii, „Grand Tour” to dla mnie arcydzieło pod względem realizacji. Kino ma pokazywać, a nie mówić - rzecze stara zasada kinematografii, którą bardzo dobrze rozumie reżyser żonglujący zabiegami niczym z Charliego Chaplina, odgrywając teatr cieni lub wplatając slow cinema. Imponujące, z jaką lekkością - wręcz zabawą - tworzy takie kino.
„Grand Tour” zobaczycie na wielu platformach VOD.
8. „Left-Handed Girl. To była ręka… diabła!”, reż. Shih-Ching Tsou
Kalejdoskop barw i emocji na ulicach Tajpej. Przez nocny targ biegamy z małą dziewczynką, która podkrada zabawki z kolorowych sklepów. Śmiejemy się wraz z siostrą z absurdalnego newsa o surykatce lub przyglądamy się zalotom sprzedawcy ze stoiska obok. Przeżywamy wiele dobrego oraz czujemy się umocnienie przez więź, którą może nieś rodzina.
Z drugiej strony to historia trzech pokoleń kobiet dotkliwe przypomniająca, że patriarchat czy opresyjne normy społeczne wciąż mają się dobrze, nawet gdy wydają się mniej widoczne. Postać, która na ekranie pojawia się przez łącznie 4 minuty, jest w stanie zburzyć całą familijną konstrukcję, o którą walczyły bohaterki. Nie chodzi jednak o zrzucanie na kogoś winy - bo jak przyznaje sama reżyserka - sami wpadamy w pułapki tradycji i schematy, myśląc, że tak będzie lepiej.
W kinach jeszcze ostatnie szanse, żeby wybrać się na tą poruszającą wycieczkę do Tajwanu.
9. „Materialiści”, reż. Celine Song
Czas na wyznanie. Mam słabość do filmów o trójkątach miłosnych. Niezależnie, czy to relacje artystycznej bohemy paryskiej („Przejścia”), napięcie sięgające zenitu na korcie („Challengers”), czy też dylemat między wampirem a wilkołakiem (cała trylogia „Zmierzch”). Reżyserka, która dała nam „Poprzednie życia”, w swoim nowym filmie idzie jednak o krok dalej.
Historia swatki, która musi wybrać między bogaczem a dawnym partnerem, mówi szerzej o współczesnych związkach. Jesteśmy zagubieni pomiędzy emocjami, przeżyciem a rozsądkiem i szukaniem "obiektywnych red flagów". Celine Song nie każe nam rozstrzygać, czy powinniśmy zakochać się bez pamięci, czy właśnie pamiętać o tym, co dla nas ważne w drugiej osobie. To co okazuje się naprawdę istotne to prawda, bo - choć w teorii to banalne - w praktyce tylko szczerość tworzy bliskość.
Film dostępny na wielu platformach VOD - wybór należy do was.
10. „Together”, reż. Michael Shanks
„Zniknięcia”, „Grzesznicy”, „Brzydka siostra”, „Oddaj ją” czy „Exit 8” - wszystkie te horrory mógłbym wymienić tuż za dziesiątką najlepszych filmów z 2025 roku. To był bardzo dobry czas dla horroru, ale gdybym miał wybierać jeden film z gatunku, będzie to ten o zbliżaniu się do siebie (dosłownie).
Grozy nie trzeba szukać w społeczno-politycznych komentarzach. „Together” w bardzo pomysłowy sposób straszy momentem, gdy w relacji tracimy "ja", by powstało "my". Pięknie dzieli kadry czy tworzy symetrię, które udziwniają atmosferę i tworzą klimat. Ale dla dualizmu - oprócz lęku, serwowane jest nam sporo humoru czy świadomego cringe'u.
Do zobaczenia (z drugą połówką) na większości platform VOD.
