Chairete! Po starogrecku o „Odysei”. Czy wersja Nolana jest epicka?

fot. Radio RAM
Jak witali się ludzie w starożytnej Grecji?
Prof. Zieliński: Mówili: „chaire”, czyli „ciesz się”. Do grupy zwracano się: „chairete” – „witajcie”, „cieszcie się”, „bądźcie dobrej myśli”, „radujcie się”.
Jesteśmy w magazynie Biblioteki Instytutu Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych UWr. Znajdują się tu przede wszystkim książki z zakresu filologii klasycznej. Jak widać, regały ciągną się dziesiątkami metrów aż po sufit. Między nimi można przejść tylko wąskimi przejściami – niczym pod bramami zbudowanymi z książek. Są wszędzie: nad nami, obok nas. Wiele z nich to stare, jeszcze poniemieckie wydania. Żeby sięgnąć po te z najwyższych półek, trzeba wejść na drabinę.
A tutaj proszę spojrzeć – cały regał poświęcony jest Homerowi. Od góry do dołu.
Cisza.
To miejsce ma wyjątkowy nastrój. Kiedyś przyjechał tu pewien brytyjski profesor i poprosił, żeby zamknąć go w magazynie na godzinę. Powiedział, że nie będzie dotykał żadnej książki. Chciał po prostu tu posiedzieć. Tam, gdzie pracuje, nie ma podobnych zbiorów ani takiej atmosfery. Chciał tylko pobyć wśród tych książek i przez chwilę pokontemplować.
Zajrzyjmy do oryginałów z XIX wieku. Jak brzmi „Odyseja” w oryginale?
ZOBACZ, POSŁUCHAJ: Premiera tygodnia: "Odyseja"
„Odyseja” Homera to jeden z najstarszych i najsłynniejszych eposów świata, z VIII wieku p.n.e. Opowiada o 10-letniej podróży Odyseusza do domu po zakończeniu wojny trojańskiej. W trakcie wędrówki Odyseusz walczy z Cyklopem, przepływa obok śpiewających syren, odwiedza czarodziejkę, trafia na wyspę nimfy, schodzi do świata zmarłych. W tym czasie jego żona Penelopa wiernie czeka na jego powrót, odpierając natarczywych zalotników, a syn Telemach wyrusza na poszukiwanie ojca. Film Nolana nie jest wiernym przeniesieniem tekstu na ekran.
Jest Pan już po seansie „Odysei” Christophera Nolana. Jakie są Pana wrażenia?
Nolan musiał naprawdę stanąć na głowie, żebyśmy polubili Odyseusza. Założył, że współczesny widz nie będzie automatycznie cenił herosa tylko dlatego, że jest herosem. Możemy go podziwiać, ale nie musimy, dlatego reżyser pokazuje go przede wszystkim jako człowieka odpowiedzialnego za swoich ludzi. Stara się również wyjaśnić paradoksy obecne w Odysei: dlaczego Odyseusz ostatecznie traci wszystkich towarzyszy i dlaczego ci tak często nie słuchają jego poleceń. Takich prób racjonalizacji jest w filmie bardzo wiele.
Moje wrażenia są zdecydowanie pozytywne. Obawiałem się spłycenia mitu, tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. Wręcz przeciwnie – film zadziwiająco wiernie oddaje przebieg wydarzeń opisanych w Odysei. To było dla mnie największym zaskoczeniem. Co jednak ważniejsze, jest to film o czymś. Opowiada nie tylko historię Odyseusza, ale także stawia pytania o kondycję współczesnego świata i zagrożenie schyłkiem naszej cywilizacji.
Równie interesujący jest sposób przedstawienia samego mitu. Nolan rezygnuje z estetyki piękna i heroicznego patosu, znanej choćby z Troi Wolfganga Petersena, gdzie dominują idealizowane postacie – jak Achilles grany przez Brada Pitta. W Odysei wszystko jest naturalne, celowo brzydkie.
Z prof. Zielińskim porozmawialiśmy także m.in. o "kwestii homeryckiej", która wciąż nie jest rozwiązana. To wielowiekowy spór naukowców dotyczący tego, kim był Homer oraz w jaki sposób powstały Iliada i Odyseja. Nie wiadomo, czy Homer naprawdę istniał. Wielu badaczy nadal zastanawia się, czy był jedną osobą, czy raczej symbolicznym imieniem przypisanym autorowi lub grupie autorów epickich poematów.
Prof. Karol Zieliński, kierownik Centrum Interdyscyplinarnych Badań Relacji między Kulturą Oralną i Piśmienniczą na Wydziale Neofilologii Uniwersytetu Wrocławskiego, twórczość Homera bada od ponad 20 lat. Harvard University Press, wydawnictwo jednego z najlepszych uniwersytetów na świecie, opublikowało książkę profesora pt. „The Iliad and the Oral Epic Tradition”. Monografia ta wskazuje, że: "Iliada należy do żywej tradycji ukształtowanej przez performance, pamięć, adaptację i wspólne doświadczenia kulturowe".






