Solarigrafia. Jak zrobić zdjęcie puszką lub pudełkiem?

Ewelina Lis | Utworzono: 26.01.2026, 20:15 | Zmodyfikowano: 26.01.2026, 20:16
A|A|A

fot. Henryk Mamica-Hüsken/ archiwum prywatne

Solarigrafia? To jest młoda technika fotograficzna. Ma kilkanaście lat. Robi się malutki otworek. Światło wpada do wnętrza tej „ciemnej komnaty” i przez długi czas rysuje obraz na kartce papieru światłoczułego. Taki aparat montuje się na latarni, drzewie, murze. I zostawia. Na co najmniej pół roku. Najdłuższe naświetlanie trwało 1694 dni.

Cały ten proces mnie fascynuje, a najbardziej — oczekiwanie, czy aparat wciąż tam będzie. Moment, w którym go otwieram i zaglądam do środka, jest absolutnie niepowtarzalny. Nawet jeśli robię zdjęcie w tym samym miejscu, nigdy się ono nie powtórzy. To zawsze będzie inne zdjęcie. Dla mnie jest to opowieść o czasie, ponieważ na tych fotografiach nie ma ludzi ani zwierząt. Nawet najbardziej zatłoczona ulica staje się pusta. Nie widać przejeżdżających samochodów. Wszystko, co pojawia się w kadrze, jest tam tylko na chwilę.

Aparat jest zabezpieczony przede wszystkim dzięki wysokości, na której został umieszczony. Zdarza się, że nawet w mieście znika, jednak nawet jeśli ktoś go zauważy, raczej nie będzie się wspinał tam, gdzie ja musiałem się wspiąć.

Kamuflaż? Tak, oczywiście. Kolor aparatu też jest dostosowany do miejsca, w którym wisi. 

Jeśli mam po drodze, czasem podjeżdżam i sprawdzam, czy aparaty nadal wiszą.

Zimą zdarzają się bardzo ciekawe rzeczy. Jeśli do aparatu dostanie się wilgoć, woda skrapla się na kartce papieru, a przy ujemnych temperaturach potrafi zamarznąć. Dzięki temu na gotowym zdjęciu pojawiają się kryształki lodu — zamarza emulsja światłoczuła znajdująca się na papierze.

A skąd wiesz, że będzie OK? Czy da się to przewidzieć, umieszczając aparat?
Zawsze robiłem to na wyczucie. Można jednak w pewnym stopniu przewidzieć obraz, używając własnego telefonu — wykonując próbną „ekspozycję” z balkonu, a następnie dopasowując przybliżenie i proporcje w aparacie w telefonie. Daje to podgląd tego, jak kadr może wyglądać. Po sześciu latach pracy nie potrzebuję już jednak żadnych pomocy. Od momentu, w którym wieszam aparat i zdejmuję zaślepkę, nie da się już niczego zmienić ani poprawić.

Poziom wejścia w solarigrafię jest bardzo prosty. Nie potrzebujemy dużego nakładu pieniędzy. Moja historia zaczęła się od poradnika, który znalazłem w sieci. Pierwsze aparaty robiłem z puszki po napoju, igły i papieru ściernego. Papier światłoczuły miałem w domu, ponieważ mój brat studiował fotografię. Kiedy zobaczyłem, co mogę zrobić, i uświadomiłem sobie, że wszystkie potrzebne materiały mam pod ręką, postanowiłem spróbować.

Marzy mi się, żeby jedno z moich zdjęć wylądowało na okładce płyty. Może Radiohead? O, to by było super.

REKLAMA

To może Cię zainteresować