Recenzje Dagmary Chojnackiej: „Baaach!” i „Orkiestra szaleńca”

fot.Natalia Kabanow
„Baaach!” to radość dobro, wyobraźnia, serce. Kocham taki teatr, bo jest po prostu znakomity. Działa jak balsam na ciało, mózg i duszę. W świecie zbudowanym wyłącznie z kartonowych pudeł możemy bezpiecznie zamieszkać, mieć tyle lat, ile chcemy i tańczyć do przecudnej muzyki:
„Orkiestra szaleńca” (w znakomitym przekładzie Janusza Szczepańskiego) nosi wiele mówiący poddytuł: Największe kurioza w historii muzyki. Edward Brooke-Hitching wykonał tytaniczne zadanie, które zapewne przysporzyło mu świetnej zabawy i zebrał niewiarygodną wręcz ilość ciekawostek, kuriozów, anegdot i ilustracji, nie wspominając o „playlistach” utworów, o których opowiadają kolejne rozdziały:

A tutaj dwa muzyczne rebusy Leonarda odszyfrowane i zaśpiewane:
