Listy do M.

fot. archiwum Radia RAM
Anna Fluder:
Hejka Monika. Cześć Mona.
(…) wzięłam sobie do serca Twoje ostatnie skierowane do nas słowa, żeby nie odkładać niczego na później. Zamiast wciąż planować, zaczynam się pakować. I ruszać w kolejną podróż (…) Kochałaś musicale. Myślę, że "Chicago" na Broadwayu w Nowym Jorku zachwyciłoby Ciebie tak samo jak mnie. A gdyby jeszcze zagrali spektakl z muzyką Elvisa... Tak sobie myślę, że nigdy nie będziesz Moniką, która była, ale Moną, która jest. I gdzieś tam rozkręcasz już nasze radio (…).
Łukasz Lorenc:
Hej Mona.
(…) chciałem ci tylko powiedzieć, że twoje radio gra. Bez zmian. Tzn. blisko ludzi — tak, jak zawsze chciałaś — i w dobrym tonie. To się też nie zmienia.
Co u mnie? Wiesz, jak jest. Dużo się dzieje. To się nie zmienia. I we Wrocławiu. I w pasjach, zajawkach. Mamy takie coś wspólnego z Dagą, co łączy się w smak z gotowaniem, podróżowaniem i jedzeniem oczywiście. Brzuchotwórcy się nazywamy. Nie wiem, co sądzisz o tej nazwie. Wiesz — brzuchy, bo do brzucha trafia, i twórcy, bo to my tworzymy.
Ale też staram się dbać o siebie, żeby nie było. Robię też brzuszki. Nawiązując do tematu: słaby był to rok grzybowy. Pewnie nie jest to najlepsza informacja, ale taki sezon. Chociaż z twoim szczęściem, wiedzą i zajawką niejeden okaz by mi umknął pod nogami, a trafił do twojego kosza (…).
Paweł Gołębski:
Kochana Monisiu.
(…) przepraszam, że dawno do ciebie nie pisałem, ale sama wiesz, jak to jest. Praca, praca i jeszcze raz praca. Ja strasznie zarobiony.
Rano radio, potem sprawy, spotkania, eventy. I oczywiście Pola. Pięknie się rozwija. Same piątki i szóstki. Wolałbym tróje i czwórki — byle dobrze żyła. Mądrze. Muszę ci powiedzieć, że jestem z niej strasznie dumny. To uczciwa, empatyczna dziewczyna. Ciekaw jestem, co będzie robić w życiu.
Radzimy sobie. I żyjemy na tyle, na ile dano nam czasu. Wykorzystujemy go na maksa. Zresztą sama tak radziłaś, więc próbujemy.
Prywatnie? Też dobrze. Bardzo dobrze.
W radiu? Nie będę ściemniał, że nie śpiewam, bo i tak ci pewnie donieśli (…).
Mateusz Łapot:
Cześć Mona.
Nie wiem, czy mogę mówić do Ciebie „Mona”, bo tak naprawdę nigdy się nie poznaliśmy. Nie mieliśmy okazji, ale jak tak słucham, co o Tobie wszyscy opowiadają, to myślę, że nie miałabyś problemu, żebym nazwał Cię jak wszyscy. Jak kumpelę. I zbilibyśmy piątkę przy pierwszym przywitaniu. I pogadalibyśmy o tym, co nam się podobało na PPA. A potem obsmarowali od góry do dołu to, co ostatnio widzieliśmy w kinie. To jest bardzo ciekawa rzecz — wiedzieć o kimś tyle, ile inni Ci opowiedzą (…).
Joanna Łukaszewska:
Droga Mono.
(…) często mówię do Ciebie w myślach. A nawet na głos, gdy przechodzę radiowym korytarzem, na którym widnieją nasze wspólne zdjęcia. Często rozmyślam, jak Ty zareagowałabyś na daną sytuację. Co byś powiedziała? (…).
Jan Pelczar:
Mona!
Był Elvis na dużym ekranie. Był Elvis w kinie. Grał go Austin Butler. Zorganizowaliśmy pokaz, na który zaprosiliśmy słuchaczy Radia RAM. Twoich słuchaczy. I wszyscy razem, oglądając rozrywkowy film o Królu rock and rolla, mieliśmy łzy w oczach — nie tylko dlatego, że było tam tyle wzruszających scen, nie tylko dlatego, że Hollywood potrafi wyciskać łzy, ale dlatego, że wszyscy mieliśmy w głowie jedno pytanie: czy tobie by się ten filmowy Elvis podobał? (…).
Maciej Szabatowski:
Droga M.
(…) Karkonoska nadal tętni Monażyciem (…) You are always on our minds (…).



