RAM bo w kapciach: „Drogi Panie Einstein, Droga Pani Curie”

fot. E. Łabno-Falęcka
Czy Marię Skłodowską-Curie i Alberta Einsteina łączyło coś więcej niż przyjaźń?
Ewa Łabno-Falęcka: To nie była relacja damsko-męska – z wielu powodów. W 1891 roku Maria Skłodowska-Curie wyjechała do Paryża, gdzie poznała swojego przyszłego męża, Pierre Curie – wybitnego naukowca. Zginął on tragicznie w 1906 roku, wpadając pod koła wozu z węglem. Maria bardzo to przeżyła. Została sama z dwiema córkami. To był dla niej niezwykle trudny czas.
Kiedy poznała Alberta Einsteina? Źródła nie są w tej kwestii jednoznaczne. Wiadomo, że w 1909 roku oboje otrzymali doktoraty honoris causa w Genewie, ale nie ma potwierdzenia, czy spotkali się tam osobiście. Pewne jest natomiast, że zobaczyli się w Brukseli w 1911 roku, podczas konferencji naukowej.
Einstein był Skłodowską-Curie głęboko zafascynowany – i to na wielu poziomach. Co ciekawe, choć w 1911 roku otrzymała Nagrodę Nobla z chemii, nigdy formalnie nie studiowała tego kierunku. Po przyjeździe do Paryża podjęła studia na Sorbonne University. W Polsce nie miała takiej możliwości: w zaborze rosyjskim uniwersytety były zamknięte przez władze carskie, a Uniwersytet Jagielloński nie przyjmował wówczas kobiet. Sorbona natomiast już je przyjmowała. Maria ukończyła tam studia z matematyki (odpowiednik dzisiejszego licencjatu), a następnie z fizyki.
Einstein pisał w swoich notatkach i listach do przyjaciół, że była jedną z nielicznych osób na świecie, które naprawdę zrozumiały jego teorię względności opublikowaną w 1905 roku – właśnie dzięki solidnemu wykształceniu matematycznemu i wyjątkowemu talentowi w tej dziedzinie.
Albert Einsteina fascynowała Maria także jako człowiek, który był absolutnie zakochany w nauce. Była osobą wolną od narcyzmu, przesadnego ego czy potrzeby splendoru. Cechowała ją niezwykła skromność. Nawet po otrzymaniu pierwszej Nagrody Nobla w 1903 roku, a potem drugiej w 1911 roku, Maria Skłodowska-Curie nie zmieniła swojego stylu życia. Nie lubiła tłumów, publicznych owacji. Można powiedzieć, że pod tym względem przypominała Wisława Szymborska – również noblistkę, która zdecydowanie lepiej odnajdywała się w kameralnym świecie.
Gdyby to był romans, historia byłaby znacznie bardziej banalna. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z czymś o wiele głębszym – z porozumieniem intelektualnym, wzajemnym szacunkiem i niezwykłą więzią dwojga wybitnych umysłów.
Po wydaniu polskim i angielskim – którego anglojęzyczna wersja była prezentowana podczas Expo w polskim pawilonie w Japonii – książka wkrótce ukaże się również w języku francuskim i portugalskim.
Dlaczego te listy są wyjątkowe?
Po pierwsze, przez dziesięciolecia pozostawały zupełnie nieznane. W Polsce praktycznie nikt o nich nie słyszał – nawet prof. Tomasz Pospieszny, uznawany za najwybitniejszego biografa Maria Skłodowska-Curie, nie wiedział o istnieniu tej korespondencji.
Po drugie, są to listy wymieniane między dwiema najwybitniejszymi postaciami nauki pierwszej połowy XX wieku – Skłodowską-Curie i Albert Einstein. Już sam ten fakt nadaje im rangę historyczną.
Po trzecie, reprezentowali dwa różne, ale komplementarne światy nauki: Maria była fizyczką eksperymentalną, Einstein – fizykiem teoretycznym. Współcześni badacze podkreślają, że dziś, w epoce daleko posuniętej specjalizacji, uczeni o tak odmiennych profilach mogliby mieć trudność z porozumieniem się na równie głębokim poziomie. Tymczasem na początku XX wieku, gdy badania nad fizyką kwantową i naturą światła dopiero się kształtowały, możliwy był dialog przekraczający te podziały. Oni naprawdę rozumieli się intelektualnie – i właśnie to czyni tę korespondencję tak fascynującą.
Jak Pani natrafiła na te korespondencje?
Zadzwoniła do mnie moja córka, która mieszka w Londynie, i zapytała: „Mamo, czy ty wiesz, że Maria Skłodowska-Curie była jedną z pierwszych kobiet w Europie, które miały prawo jazdy – nie tylko na samochód osobowy, ale także na ciężarówkę?”.
Zaintrygowana zaczęłam szukać informacji w internecie. Wtedy natknęłam się na krótki, niemal ukryty w sieci artykuł, w którym mimochodem wspomniano o jej korespondencji z Albert Einstein. Nie było tam żadnych szczegółów, żadnego rozwinięcia – tylko wzmianka.
Kiedy dowiedziałam się, że Skłodowska-Curie i Einstein wymieniali listy przez 21 lat, natychmiast pojawiło się we mnie pytanie: o czym oni do siebie pisali? I od tego wszystko się zaczęło.
Czy ma Pani ulubione listy?
Wspaniały jest pierwszy list Einsteina.W 1911 roku był już naukowym celebrytą – cenionym, rozpoznawalnym, obdarzonym osobistym urokiem, który przyciągał ludzi. 23 listopada 1911 roku napisał list, który otwiera naszą książkę.
To był dla Maria Skłodowska-Curie bardzo trudny moment. Kilka lat po śmierci męża miała romans z młodszym od siebie fizykiem, dawnym współpracownikiem Pierre’a Curie. Francuska prasa rozpętała wylewała na nią pomyje.
Einstein – który zwykle nie angażował się w publiczną obronę innych uczonych i raczej stronił od podobnych interwencji – tym razem zrobił wyjątek. Napisał do niej list wsparcia. Jego ostatnie zdanie przeszło do historii: „Jeśli motłoch nadal będzie się Panią zajmował, proszę po prostu nie czytać tych bredni, lecz zostawić je gadom”.
To niezwykle mocny gest. Wziął ją w obronę w sposób bezpośredni i jednoznaczny – co, biorąc pod uwagę jego charakter i dystans wobec środowiskowych sporów, było czymś zupełnie nietypowym.
O czym jeszcze czytamy w listach?
Znaczna część tej korespondencji dotyczy zaangażowania Maria Skłodowska-Curie i Albert Einstein w prace Liga Narodów, powołanej po I wojnie światowej. Europa była wówczas zrujnowana – nie tylko materialnie, ale i moralnie. Środowisko naukowe również pozostawało głęboko podzielone: uczeni niemieccy byli w ostrym konflikcie z francuskimi i brytyjskimi.
W ramach Ligi Narodów utworzono Międzynarodową Komisję ds. Współpracy Intelektualnej. I Maria Skłodowska-Curie, która nigdy nie angażowała się w polityczne projekty, dostrzegła w tej Lidze Narodów szansę, żeby tę zmasakrowaną Europę trochę poskładać. Czuła się odpowiedzialna za stan nauki europejskiej.






